nav-left cat-right
cat-right

Pomiędzy lękiem przed śmiercią a lękiem przed życiem

Pomiędzy lękiem przed śmiercią a lękiem przed życiem

Pomiędzy lękiem przed śmiercią a lękiem przed życiem

 

 

„Ironia kondycji ludzkiej polega na tym, że naszą najgłębszą potrzebą jest uwolnić się od lęku przed śmiercią i unicestwieniem; jednakże samo życie jako takie budzi ten lęk, musimy więc się cofać przed pełnią życia”

Ernest Becker

 

 

Psychologia egzystencjalna zakłada, iż źródłem neurotyczności i psychopatologii jest nieskuteczna forma obrony przed lękiem. Do pewnego stopnia obrona ta może być pomocna i może oddalać lęk, jednakże powoduje też ograniczenie rozwoju człowieka i jego cierpienie. Jednym z takich lęków jest lęk przed śmiercią. Każdy człowiek ma styczność z tego typu strachem, świadomie bądź nie, ale tylko niektórzy nie są w stanie sobie z nim poradzić i kształtują system obronny, który destrukcyjnie wpływa na ich życie.

 

 

Wyjątkowość

 

Jedną z dwóch form obronnych przed lękiem przed śmiercią jest przekonanie i wewnętrzne poczucie o własnej wyjątkowości. Jak się przejawia?

 

Najprostszym przykładem jest wiara w to, że nam samym nic złego się nie przytrafi, iż choroby i wypadki dotyczą innych ludzi, ale nie nas. Gdy człowiek dowiaduje się o chorobie, której nie da się wyleczyć częstą początkową reakcją jest zaprzeczenie. Jego funkcją jest poradzenie sobie z zagrożeniem życia, ale po części wynika też z głębokiego przekonania o własnej nienaruszalności. Teoretycznie każdy z nas wie, że kiedyś umrze, ale większość z nas nie czuje tego i nie rozumie całym sobą. Akceptacja własnej śmierci to także konfrontacja z innymi, też silnie lękowymi prawdami życia; że człowiek ma ograniczenia, jego życie kończy się, że świat mimo to będzie nadal istniał, że jesteśmy jednymi z wielu – nikim więcej, nikim mniej, że nie jesteśmy wyjątkowi, świat nie omija nas w swoich prawach, nie mamy kontroli nad czymś co jest od nas większe, tutaj już nie ma znaczenia to czego my chcemy.

 

Inną formą obrony jest pracoholizm. Człowiek taki ma w sobie głębokie przekonanie, że trzeba ciągle „iść do przodu”, „robić postępy” i „piąć się w górę”. Czas dla pracoholika jest bardzo ważny. Chwile, które nie są poświęcone pracy wydają się być zmarnowane. Uciekający czas jest oznaką nie tylko skończoności, ale także burzy przekonanie o wyjątkowości, mówiące, że człowiek wiecznie czyni postępy. Gdy już nadejdzie śmierć nie będzie bowiem celów do osiągnięcia. Pracoholik chce przechytrzyć rychłą śmierć i jakby spieszyło mu się dokończyć, ile się tylko da. Człowiek wytrwale dążący do celu pragnie zabezpieczyć nieśmiertelność – nieśmiertelność swoich czynów, skupiając się na wynikach i korzyściach teraźniejszych działań. Pracoholik przez taką obronę przed śmiercią sam stwarza dla siebie więzienie, pogania się, brak mu poczucia własnej wartości, sposób jego życia jest kompulsywny i niefunkcjonalny.

 

Narcyzm to kolejny przykład ucieczki przed lękiem przed śmiercią za pomocą wyjątkowości. Osoby o takiej rysie charakteru nie zauważają wyjątkowości innych ludzi i nie rozpoznają ich praw, emocji, potrzeb. Są skupieni na sobie, domagają się ciągłej uwagi i opieki od innych, nie dając nic w zamian. Uważają, że mogą krytykować innych, ale ich samych nie można krytykować, sądzą że nie powinni być zmuszani do czekania na innych. Osoba narcystyczna ma problem ze znalezieniem stanowiska poza swoją wyjątkowością tak aby spojrzeć na siebie z boku. Przekonanie o własnej wspaniałości i wielkości pozwala uchronić się przed lękiem, że też czeka, choćby na tak niezwykłych ludzi, zwykła śmierć.

 

 

Ostateczny wybawca

 

Drugim systemem obronnym jest wiara w ostatecznego wybawcę. Ten system jest mniej skuteczny niż wiara we własną wyjątkowość, szybciej się załamuje i jest też ograniczający dla osoby, która go stosuje. Osoba taka ma w sobie wewnętrzne przekonanie o tym, że jest ktoś lub coś co ją chroni i będzie mogła nań zawsze liczyć. Zazwyczaj dostarcza to pociechy i przechodzi przez życie gładko i niewidzialnie. Dopiero gdy system ten się załamuje i zawodzi człowiek zauważa, że żył w iluzji.

 

Pojawienie się depresji może być odpowiedzią na załamanie się takiej obrony. Poprzedzone jest to ideologią, w której osoby takie nie żyją dla siebie, ale prowadzą zapożyczoną egzystencję; żyją dla „dominującego celu” albo „dominującego innego”. W tym pierwszym przypadku jest to życie wokół wiary we własną nienaruszalność i wyjątkowość, gdy człowiek wierzy w ciągłe dążenie do celu, które załamuje się w pewnym momencie. Życie dla „dominującego innego” oznacza zlanie się z inną osobą, którą postrzega się jako dostarczycielkę ochrony i sensu życia. Takim dominującym innym może być żona, mąż, matka, ojciec, kochanka, firma czy instytucja społeczna. Obrona może się złamać gdy dominujący odejdzie, umrze, wycofa swoją miłość i uwagę lub dowiedzie, iż nie jest w stanie wypełnić przydzielonego mu zadania. Osoba, która stosowała tą obronę może mieć wtedy bardzo duży problem w tym aby wyjść na prostą. Może czuć się przytłoczona, może jej brakować zasobów i przeważnie nie widzi innej alternatywy życia.

 

Wiara w ostatecznego wybawcę może się też przejawiać masochistyczną postawą życia. Osoby takie mimo doświadczanych cierpień, prawdziwych bądź wyimaginowanych chorób fizycznych, różnych objawów psychicznych, pragną dzięki tego typu trudnościom zwrócić na siebie uwagę i dostać opiekę od wybawcy. Seksualność też może być metodą na poszukiwanie bezpieczeństwa; odgrywanie niewinnej, poszukiwanie kary jako środka opieki, ból w zamian za ochronę, uwięzienie jako dawanie schronienia przez kogoś silnego i potężnego.

 

Często zdarza się, iż kobiety pozostają w nie satysfakcjonujących oraz destrukcyjnych dla nich związkach. Ma to związek z ich trudnościami interpersonalnymi, a także wzmacnia je. Ich partner jest dla nich ostatecznym wybawcą, mimo że tak naprawdę zupełnie się nie sprawdza. Chęć ochrony i lęk przed śmiercią są jednak tak silne, iż kobietą tym trudno jest zerwać tego typu związek. To stawiałoby je w sytuacji niepewności, samotności i bezradności.

 

 

Lęk przed życiem

 

Wiara we własną wyjątkowość oraz wiara w ostatecznego wybawcę to dwie kondygnacje, na których można oprzeć swoje życie. Z wiarą we własną wyjątkowość (nieśmiertelność, pracoholizm, narcyzm) związane jest życie w którym osoba „wychyla się”, „wynurza z natury”, dąży do indywiduacji, czyli oddzielenia siebie od całości i wykreowania własnej tożsamości. Niestety ludzie tacy, gdy nadchodzi moment sukcesu, o dziwo, nie doświadczają go, ale doświadczają dysforii. W pewien sposób zaprzeczają sobie i cofają się. Czym to jest spowodowane? Psychologowie sądzą, iż może być to efekt lęku, który jawi się wtedy gdy człowiek już zupełnie samodzielnie ma stawić czoła swemu życiu. Gdy – ma się stać swoim własnym ojcem – według Freuda byłby to wtedy lęk przed przewyższeniem ojca. A kto chce stać się sam dla siebie bogiem i nie mieć od nikogo żadnego schronienia? Tego typu wystawienie na izolującą indywiduację jest zbyt straszne, dlatego możemy doświadczać lęku przed takim życiem.

 

Na drugim końcu leży wiara w ostatecznego wybawcę (dominujący inny, depresja, masochizm, destrukcyjne związki), gdzie osoba nie musi ryzykować, nie musi się wyłaniać z całości i wydaje jej się, że dzięki temu nic nie traci. Jednak nie jest to prawdą. Gdy ktoś nie ryzykuje może stracić o wiele więcej – samego siebie. Ogranicza wtedy swoje moce, nie rozwija swoich umiejętności i potencjału. Ryzykuje wtedy najbardziej – ryzykuje swoją tożsamość. Ryzykowanie jest bowiem w najwyższym znaczeniu uświadomieniem sobie swojego ja. I tutaj również powodem takiej postawy jest lęk przed życiem.

 

Otto Rank twierdził, iż człowiek przez całe swoje życie dryfuje pomiędzy tymi dwoma lękami: lękiem przed śmiercią i lękiem przed życiem. Z jednej strony człowiek stara się potwierdzić swoją autonomię, iść naprzód, z drugiej strony, gdy już do tego dochodzi zaczyna odczuwać strach. Jest to związane z kosztami: samotnością i poczuciem braku ochrony. Gdy odwraca kierunek i rezygnuje z indywiduacji, znajduje ukojenie w fuzji, złączeniu się z innymi ludźmi, poddaniu się komuś, idei. Stan ten jednak też jest niestały, bo wywołuje lęk przed śmiercią, przed wyrzeczeniem, stagnacją i, w końcu rozpadem.

 

Ważne jest to aby uświadomić sobie, czy naszym zachowaniem kieruje któryś z tych lęków i czy w jakiś sposób nas ogranicza. Życzę przyjemności w odkrywaniu siebie.

 

Autor: Ismena Rastogi

Share

One Response to “Pomiędzy lękiem przed śmiercią a lękiem przed życiem”

  1. qvx pisze:

    Przyznam, że straszne… choć prawdziwe.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>